Jesień w Gliśnie

Środa 12 października 2016

18 września Lubuski Ośrodek Doradztwa Rolniczego Oddział w Lubniewicach zorganizował w Gliśnie imprezę integracyjno-promocyjną pt. Jesień w Gliśnie. Celem była integracja i aktywizacja społeczności wiejskiej, prezentacja tradycji, kultury i twórczości ludowej regionu oraz promocja firm pracujących na rzecz rolnictwa. Uczestniczyło ok. 140 wystawców.

Wszystkich przybyłych, w tym znaczne grono vipów, serdecznie przywitał Zbigniew Żywień dyr. LODR w Kalsku i Zbigniew Ejchart, dyr. lubniewickiego oddziału. Trochę to trwało, „oficjeli” z tzw. górnej półki zawsze tutaj wielu przyjeżdża. Bo od zawsze impreza jest wspaniała, ma swój koloryt i klimat. Wokalnie rozpoczął zespół „Kęszyczanki” z Kęszycy Leśnej. To duże wyróżnienie zaistnieć na „wejściu”. Kolejne zespoły  pojawiły się na schodach pałacyku dopiero w godzinach południowych.

Tradycyjnie odbył się turniej sołectw pod hasłem „Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wsi lubuskiej”. 7 zespołów prezentowało własne gminy i powiaty. Rywalizowano w 9 konkurencjach (m.in. scenka rodzajowa z życia wsi, wystawka promująca osiągnięcia wsi, dowolny taniec dzieci, test z bhp w pracy w rolnictwie, domu i zagrodzie, wypieki, transparent promujący wieś, ubijanie piany z jednego jajka). Zwyciężył zespół ze wsi Rychlik, gm. Sulęcin, startujący w tej imprezie po raz drugi. Silnej grupie przewodziła Małgorzata Serwin, sołtys wsi, liczącej ok. 200 mieszkańców. Miejscowość zacna historycznie od okresu przynależności w XII w, do zakonu Joanitów, następnie innych właścicieli. Ostatnia przedwojenna pani na włościach miała udokumentowane drzewo genealogiczne aż po 1560 r., co można było wyczytać na dokumentach prezentujących wieś w konkursie. Pokazano także oryginalne protokoły z 1952 r. Gromady Rychlik. Wieś ma od tego roku własną świetlicę. Społeczność chętnie uczestniczy np. w Jarmarkach Kogucich w Sulęcinie, gdzie prezentuje m.in. swoje wyroby wędliniarskie. W tym turnieju wsi niegdyś zajęli II miejsce. Niby mała wieś, a jakże zasobna w medalistów i laureatów różnych profesji i na różnych szczeblach. I umie się promować.

Ponieważ wszystkie zespoły otrzymały nagrody rzeczowe, więc smutek z przegranej pozostałych nie był duży. O sumie zdobytych punktów decydowały końcowe zmagania, bo stawka była wyrównana.

Sporo emocji, szczególnie smakowych towarzyszyło tradycyjnemu jesiennemu konkursowi kulinarnemu „Rozgrzewające zupy”. Startowały Koła Gospodyń Wiejskich, stowarzyszenia, Kluby Nowoczesnej Gospodyni i sołectwa. W sumie 15 kandydatów do najwyższego trofeum. Zwyciężyła zupa grzybowa z makaronem przygotowana przez KGW z Gronowa. Zwycięzcy mieli wyjątkowego farta, bowiem uczestniczyli w imprezie o startowali w konkursie po raz pierwszy. Z werdyktem jury się nie dyskutuje. Jurorzy mieli niczym nie uzasadnione pretensje do braku wazy, jakby z gorącego garnka inaczej smakowało. Osobiście byłem wręcz zdegustowany serwowaniem zupy przez jednych ze startujących w wymyślnej porcelanie z masą zieleniny różnego rodzaju. Niegdyś podawano w miseczkach lub talerzach jednorazowego użytku, a teraz Wersal całą gębą. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby wygrał rosół. Rosół przyprawiony spirytusem. Jednak każda zupa podana na gorąco jest rozgrzewająca.

Cieszyły oko prezentacje rękodzieła twórców ludowych (m.in. Danuty Pastusiak i Marii Szewczyk z Sulęcina) . Smakowały domowe wypieki i regionalne potrawy. Do KGW, stowarzyszeń i sołectw dołączyła w tej ofercie 2 Drużyna Harcerska „Wataha” z Glisna. Ciekawa była ekspozycja „Chryzantemy złociste” czy oferta handlowa Inspiracji Ogrodowych ze Starego Dworu (Krystyna i Józef Jednorowiczowie). Smakołykami własnego wyrobu i ciekawą formą edukacji w atrakcyjnych kierunkach kształcenia przyciągało, zainteresowaną nie tylko młodzież, stoisko Zespołu szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Kamieniu Małym. Porządna placówka podlegająca bodajże pod Ministerstwo Rolnictwa. O wspaniałych kogutach, kurach, królikach, kaczkach, nutriach, gołębiach i kanarkach nie wspominam, bo to klasyka wiosennych jak i jesiennych imprez w Gliśnie. Choć trudno nie wymienić królika jakim był Olbrzym niemiecki srokacz, hodowany przez Bolesława Wireńskiego z Sulęcina. A że przy okazji można było nabyć chleb, mydło i powidło, to nic dziwnego. I chleb, i powidła i kosmetyki też były w ofercie. Takie są niezbywalne prawa takich imprez.

L. Malinowski

 

wykonanie: gardziejewski.pl