Kolejny kawałek góry lodowej…

Środa 20 września 2017

Jak to dobrze, że mieszkamy tam gdzie mieszkamy. Obce nam są huragany, trąby powietrzne i inne szkwały. Możemy w związku z tym tylko oglądać te straszne obrazki najpierw z Polski, a teraz z dalekiej ameryki. Chyba dlatego, że w naturze nic nie ginie mamy za to inne kataklizmy, które również skutecznie potrafią zniszczyć wszystko dookoła. Ludzka zawiść, podłość i wszelki brak umiaru w ogólnym kłamstwie toczy tu i ówdzie nasze środowisko, a ja będąc w nim zupełnie od niedawna codziennie przecieram swe oczy z niedowierzania. Tak, bycie radnym to nie jest miły kawałek chleba, a bycie radnym, który ma swoje zdanie, nie dał się zahipnotyzować działaczom partyjnym i innym samorządowcom to już w ogóle ciężki temat. Na szczęście są wśród nas ludzie, którzy czasem potwierdzą słownie lub nawet gestami, że ten kierunek jest dobry. Od razu wtedy zapomina się o ludziach bez honoru. Kończąc temat dziś może opowiem o sytuacji, która spotkała mnie i pokazała pewne prawne absurdy toczące nasz i jak rozumiem cały kraj samorząd. Otóż pewna rodzina mieszkająca na poddaszu postanowiła zaadaptować na cele mieszkalne ostatnie małe pomieszczenie służące do tej pory jako suszarnia. Zgodnie z prawem zgodę na to wyrażają wszyscy właściciele czyli ci co mają mieszkania na własność, a także jak się okazało w imieniu najemców nie posiadających takiego prawa instytucja zwana ZAMK-iem. Odpowiednia Uchwała została przez zainteresowanych podpisana, machina prawna ruszyła naprzód, jednak po pewnym czasie okazało się, że przedstawiciele ZAMK-u nie konsultowali tego ze zwykłymi mieszkańcami, a oni jak się okazało byli bardzo zainteresowani, aby w ich budynku było pomieszczenie przeznaczone do suszenia prania. Okazało się, że w majestacie prawa tacy mieszkańcy po prostu nie mają nic do powiedzenia. Uważam, że zwykła ludzka przyzwoitość wymagałaby, żeby tak ważna decyzja o zabraniu ostatniego kawałka strychu była skonsultowana z wszystkimi zainteresowanymi, nawet tymi, którzy z różnych przyczyn swoich mieszkań nie wykupili. To tylko malutki kawałek góry lodowej, która składa się z setek innych przykładów ignorowania praw ludzi do szacunku i zdrowego rozsądku w starciu z szeroko pojęta administracją. Właśnie wcześniej jako dziennikarz, a teraz jako radny jestem bardzo często bombardowany takimi przykładami. Staram się zawsze pomóc ile się da, choć w tej "wojnie" to państwo i przepisy zazwyczaj wygrywają. Często jednak widzę, że chowanie się za przepisy stało się dla co niektórych doskonałym sposobem na nic nie robienie. Patrzę z podziwem, że tolerowane to jest przez ich przełożonych, a oni sami niepostrzeżenie trwają na swych stanowiskach przez długie lata.

Robert Tomczak

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij