Oscarowa nadzieja?

Piątek 24 lutego 2012


Lata 40. XX wieku. II Wojna Światowa. Lwów. Na tle burzliwych wydarzeń, morderstw oraz wszystkiego tego co niesie wojna, krzyżują się losy kanalarza, drobnego złodziejaszka – Leopolda Sochy z walczącymi o przeżycie Żydami.

„W ciemności”. Ostatni film Agnieszki Holland jest adaptacją powieści pt. „In the sewers of  Lov”  Roberta Marshalla. Twórcy oparli się także na wspomnieniach jednej z uczestniczek zdarzeń. Tytułowa ciemność towarzyszy nam od pierwszych sekund dzieła.

Fabuła filmu koncentruje się na autentycznych wydarzeniach z czasów II Wojny Światowej. Główny bohater, Leopold Socha zajmuje się konserwacją lwowskich kanałów. Tak się składa, że mieszka niedaleko getta żydowskiego.  Przypadek sprawił, że bohater stał się naocznym świadkiem momentu tworzenia ewakuacyjnej drogi. Socha proponuje pomoc i schronienie w kanałach. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Pewnego dnia Niemcy likwidują getto. Śmiało można stwierdzić, ze niewielka grupka Żydów, dzięki Leopoldowi przeżywa. To właśnie w kanale zaczyna się ich czternastomiesięczna egzystencja. Ciemność. Strach. Ukrycie. Walka o przetrwanie. 14 miesięcy. Dzień w dzień. Godzina w godzinę. Minuta w minutę. Każda wygląda tak samo. Ich jedyną nadzieją jest Socha. To on dostarcza im jedzenie, daje schronienie i jest ścianą oddzielającą od śmierci. Początkowo jego pobudki są jasne – pieniądze. Tylko to się liczy. Z czasem, schodzą one na drugi plan. Sam sobie zaczyna się dziwić, ze to ludzkie współczucie i sympatia stają się jego motywacją.

Niemal od samego początku Polak ze Lwowa  budzi w nas, widzach, sympatię. Trudno mi zdecydować, czy to za sprawą genialnej gry aktorskiej Roberta Więckiewicza (którego osobiście niezbyt lubię), a może ze zwykłej ludzkiej empatii i dumy, że w obliczu tak poważnych zagrożeń, jak strach o własną rodzinę, czy obawa przed konsekwencjami, Polacy pomagali uciemiężonym i napiętnowanym  Żydom.  Na szczególną uwagę zasługuje również żona Sochy, grana przez Kingę Preis. Moim zdaniem jest to jedna z ważniejszych ról kobiecych w całym filmie. To ona bez wątpliwości wie, co jest dobre, a co nie. Muzyka. Tak nieodzowny element tutaj zepchnięty na nieco dalszy plan. Przeplatanie znanych motywów muzycznych podkreśla, iż warto spojrzeć na niektóre rzeczy z innej strony, w innym kontekście.  Subtelna dawka humoru, ciężkiego humoru, czarnego jak smoła, jednak idealnie wkomponowana w opowieść, że trudno jej nie docenić. Na szczególną uwagę zasługuje również kwestia erotyzmu, tak często pomijana w filmach o podobnej tematyce. A przecież to zwykli ludzie, odczuwający nawet w chwilach zagrożenia pociąg seksualny, pożądanie. Zasłyszana opinia, że jak to tak można, bezpardonowo, wprost, bez skrępowania, delikatności – można. Bohaterowie musieli egzystować 14 długich miesięcy. Żyć w takich, a nie innych warunkach. Kryli się po kątach ze swoją miłością, zwyczajnie nie będąc w stanie inaczej jej okazać.

Wnioskując po reakcji widzów wychodzących z kinowej sali, odnoszę wrażenie, że nie byli oni na seansie swego życia. Trudno się dziwić. Dzieło to nie jest łatwe, tematyka nie traktuje o radosnych sferach życia, przy których można pogryzać popcorn. To nie jest weekendowe kino, o którym zapomina się po kwadransie. Całość nie emanuje patosem, nie jest ckliwa. Jeśli szukać tam tego, czego w typowych produkcjach o tej tematyce – strata czasu. Mnogość języków potęguje wiarygodność i realizm dzieła. Jedno co zarzucić można twórcom to czas trwania filmu. 2,5 godziny to zdecydowanie za długo. Jednak trzymam kciuki za „W ciemności” w oscarowej batalii.

 

Anna WOJTKOWIAK

 

 

 

alt

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij