Sprzedane grunty wciąż leżą odłogiem
Czwartek 21 sierpnia 2014
- Gmina działa na swoją szkodę – poinformował nas Adam Miglujewicz, jeden z sulęcińskich radnych. Chodzi mu o, jak twierdzi, niekorzystną sprzedaż gruntów niedaleko Miechowa.
Wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy burmistrz Sulęcina podjął decyzję o sprzedaży 34 – hektarowego terenu w okolicach Miechowa. Wystąpił więc do Rady Miejskiej o zgodę, którą uzyskał. – Burmistrz opowiadał wszystkim, że pojawił się inwestor, który chce postawić na tym terenie baterie słoneczne – mówi A. Miglujewicz. Dodaje, że grunty te nie są wprawdzie objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, ale według studium uwarunkowań są to tereny rekreacyjne z możliwością upraw.
Tylko jeden oferent
Radny Miglujewicz jeszcze przed ogłoszeniem przetargu zainteresował się sprawą.
– Poprosiłem o wycenę gruntu, którą otrzymałem. Wynikało z niej, że jest on warty ok. 1,5 mln zł brutto. Zasugerowałem więc, by zmienić przeznaczenie gruntów pod cele inwestycyjne, dokonać raz jeszcze wyceny i dopiero wtedy zrobić przetarg. Bo według moich wyliczeń wtedy udałoby się sprzedać te tereny za kwotę nawet 10 razy większą! Niestety, odpowiedź była negatywna – wspomina radny. - Pod koniec grudnia 2012 r. doszło do przetargu, którego byłem obserwatorem. Okazało się wtedy, że przystąpił do niego tylko jeden oferent, z Niemiec, który nabył ten teren za cenę wywoławczą, tzn. za wspomniane ok. 1,5 mln zł. – dodaje pan Adam. Jako że kupujący był cudzoziemcem, musiał mieć zgodę na kupno ziemi z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którą uzyskał.
Jaki cel zakupu?
W czerwcu tego roku burmistrz wystąpił do Rady Miasta z projektem uchwały o zmianę przeznaczenia tych gruntów na tereny inwestycyjne. – Zrobił to prawdopodobnie na wniosek nowego właściciela – twierdzi A. Miglujewicz, który zgłosił poprawkę do ww. projektu. Polegała ona na tym, by zablokować zmianę przeznaczenia terenów do chwili, kiedy będzie wiadomo, w jakim celu Niemiec kupił owe grunty (cudzoziemiec w momencie składania wniosku o zgodę na sprzedaż ziemi w Polsce, musi podać także cel zakupu).
Radni poprawkę przyjęli, toteż na razie nie ma mowy o zmianie przeznaczenia tych gruntów z rekreacyjno – uprawnych na inwestycyjne. – W jakiś czas później spytałem burmistrza, czy zna ów „cel zakupu”. Odpowiedział mi, że chodzi prawdopodobnie o baterie słoneczne… prawdopodobnie! – kręci głową radny.
O ów nieszczęsny „cel” pan Adam zwrócił się również do MSW, póki co czeka na odpowiedź. – Poza tym gmina mogła poczekać ze sprzedażą tych gruntów do 2016 r. Od tego roku bowiem cudzoziemcy nie będą potrzebować zezwoleń na kupno działek w Polsce – mówi.
I tylko Niemca żal…
Z kolei Ewę Gocal, naczelniczkę Wydziału Inwestycji, Zagospodarowania Przestrzennego, Gospodarki Nieruchomości i Rolnictwa w sulęcińskim magistracie radny spytał, czy „najpierw ogłasza się przetarg, a potem zmienia przeznaczenie działek czy na odwrót?”
- To nie ma żadnego znaczenia, można przecież tak i tak – odpowiedziała nam naczelniczka, którą spytaliśmy o to samo. Według niej przez zablokowanie uchwały nowy inwestor będzie mógł na swoim terenie co najwyżej posadzić marchewkę – Ale nawet to nie wchodzi w grę, bo w sąsiedztwie są lasy i wszystkie uprawy wyjadłyby zwierzęta – uśmiecha się E. Gocal. A na poważnie podkreśla , że o ów „cel zakupu” należy pytać nie gminę, a MSW. Prostuje też opinię A. Miglujewicza, jakoby po wcześniejszej zmianie przeznaczenia gruntów pod cele inwestycyjne udałoby się je sprzedać za dużo więcej. – To bzdura. Podobnie jak to, by czekać do 2016 r. Gdybyśmy tego terenu nie sprzedali wtedy, nie zrobilibyśmy tego już nigdy. To nieciekawie ukształtowany teren, bez żadnego uzbrojenia – przyznaje naczelniczka. – I tylko tego Niemca żal… Możliwe, że utopił w te terenach sporo pieniędzy – dodaje.
Na razie nowy właściciel terenu nie wnioskuje ponownie o zmianie przeznaczenia terenu. Być może zrobi to po wakacjach.
Wojciech Obremski







