Znów chce się śmiać
Niedziela 23 lutego 2014
Ostatnie lata udowodniły, że polska komedia ma się, delikatnie mówiąc, nieciekawie. Nazywając rzecz dosadniej: dogorywała w bólach, oferując widzom przaśną papkę, gdzie wszelkiego rodzaju bluzgi zastępowały tak wytęskniony sytuacyjny komizm i wzbudzające salwy śmiechu gagi.
Czy „Wkręceni” Piotra Wereśniaka przełamią ten trwający dobrą dekadę impas? Miejmy nadzieję. Bo któż z nas nie tęskni za obrazami Olafa Lubaszenki czy (dawnego) Juliusza Machulskiego? Skoro jesteśmy przy tym ostatnim, to warto dodać, że to właśnie Wereśniak stworzył postać Jurka Kilera, którego losy wyreżyserował twórca „Seksmisji”. Tym razem wziął się za reżyserkę i trzeba przyznać, że wyszedł z tej przygody obronną ręką. Nieskomplikowana fabuła zahacza niekiedy o wątki z kultowego „Konsula”, nie można jednak doszukiwać się zbytnich podobieństw, bo oba obrazy rządzą się swoimi prawami, dyktowanymi przez polską codzienność. I tak, mamy trzech zwolnionych właśnie z pracy facetów, którzy zamiast biadolić, postanawiają zaszaleć w stolicy za odprawę jednego z nich. Wracając z hucznej balangi trafiają do miasteczka, w którym wszyscy biorą ich za niemieckich inwestorów. Chłopaki ani myślą wyprowadzać z błędu miejscowych notabli, co stanowi oś akcji i prowadzi do wielu zabawnych sytuacji i zwrotów akcji. Jak widać można zrobić film bez k… i ch…, a i nutka romantyzmu nie jest tu zbyt nachalna, dodając wbrew pozorom nowych powodów do śmiechu. Poza dobrze znanymi Piotrem „papieżem” Adamczykiem oraz Bartoszem „lekarzem-na-dobre-i-na-złe” Opanią prym wiedzie tu Paweł Domagała, który nie musi się nawet odzywać, by wzbudzić uśmiech na twarzy widza. Odkrycie roku!
Wojciech Obremski







