1000 lat przed Arłukowiczem
Poniedziałek 19 maja 2014
Narzekasz na niekończące się kolejki u lekarza lub na opryskliwe zachowanie pielęgniarek? Może dziś trudno w to uwierzyć, ale kiedyś ze służbą zdrowia było gorzej. Znacznie gorzej.
Wszędobylski brud, roznoszące choroby szczury, trędowaci, zarazy, morowe powietrze i zwykły katar, który zabijał. Gdybyś żył w tamtych czasach, byłbyś wielkim szczęściarzem dobijając czterdziestki. A jednak nawet w czasach mrocznego średniowiecza istniały, poza Europą rzecz jasna, miejsca, w których opanowano podstawową wiedzę medyczną w taki sposób, że medyków, którzy ją stosowali nazywano cudotwórcami. Gdy młody, angielski cyrulik Rob dowiaduje się o tym, postanawia udać się na Bliski Wschód, by studiować – nazwijmy to, medycynę, u najsławniejszego lekarza w ówczesnym świecie, Ibn Siny (w tej roli genialny Ben Kingsley). Młody Rob szybko przekona się, że i jego mistrz musi się wiele nauczyć, poza tym, jak to często bywa, wiele spraw zagmatwają jego amory do oblubienicy pewnego możnowładcy. Film ogląda się z przyjemnością, niczym dawne Kino Wielkiej Przygody. A scenografia, kostiumy i rekwizyty w niczym nie przypominają tych z plastikowych seriali, traktujących o średniowieczu. Pamiętacie starego, dobrego „Robina z Sherwood” z lat 80? Jeśli tak, to i „Medicus” przypadnie Wam do gustu. Bo właśnie tak powinien wyglądać film o tamtych czasach.
Wojciech Obremski







