Biuletyny samorządowe – pieniądze wyrzucone w błoto?

Poniedziałek 19 maja 2014

Znalazłem dziś w skrzynce na listy dwa samorządowe biuletyny informacyjne. Jeden od starosty sulęcińskiego, a drugi od burmistrza Sulęcina. Władza powinna się komunikować ze społeczeństwem, ale błagam - nie w ten sposób. Okazało się, że z jednej strony włodarze gminy i powiatu za pieniądze z płaconych przez nas podatków przechwalają się, jacy to oni są wspaniali i jak cudowanie dzięki nim powinno nam się żyć (lub wkrótce będzie się żyło), dzięki zrealizowanym lub będącym w trakcie realizacji projektom i inwestycjom.

Biorąc pod uwagę drugą część biuletynów przechwalanie się można jeszcze jakoś przełknąć (w końcu lada chwila wybory). Większość jednak miejsca w obu gazetkach zajmują teksty o turniejach, konkursach, uroczystościach itp. Halo! W Sulęcinie wydawane są trzy gazety: „Przekrój Lokalny”, „Gazeta Sulęcińska” i „Kurier Sulęciński”, funkcjonuje kilka portali informacyjnych i to one są od podawania tego typu informacji (co zresztą robią). Pisanie jeszcze raz tego samego w biuletynie to strata naszych pieniędzy, papieru i farb. Regułą jest, że obaj samorządowcy wrzucają tematy od ostatniego swojego biuletynu do chwili obecnej. Czasami są to odgrzewane kotlety sprzed ładnych kilku miesięcy. Na co to i po co, tego nie rozumiem. Czy nie można np. napisać coś faktycznie istotnego dla mieszkańców powiatu i gminy, np. jakie zaszły przepisy w prawie, czy są jakieś udogodnienia dla klientów urzędu, co można załatwić dziś przez Internet i jak… Czy np. starosta musiał aż dwie strony poświęcić tegorocznej studniówce (z całą sympatią dla maturzystów), zamiast skrobnąć coś o wprowadzonym w powiecie geoportalu, na którym każdy mieszkaniec może wiele spraw geodezyjnych załatwić online? Przez chyba tydzień informację tę podawał osobiście D. Ejchart w Radio Zachód (też za nasze pieniądze), od czego głowa mnie już bolała, jednak w biuletynie kawałka miejsca zabrakło…

Bardziej rzeczowy w tym zakresie był jeszcze biuletyn burmistrza, w którym znalazł się apel o niewypalanie traw, informacja o gospodarce odpadami komunalnymi i o zmianach w obwodach głosowania. Zamiast jednak pisać o spotkaniach opłatkowo-noworocznych (czy mi się wydaje, czy biuletyn ukazał się w kwietniu?) i wydarzeniach z ferii zimowych, można było np. zamieścić informację jakie i gdzie załatwić formalności przy budowie nowego domu.

W biuletynie burmistrza przeraża jeszcze jedno – gruby (i drogi) papier kredowy. Każde wydanie biuletynu na gminę to koszt ok. 8500 zł! Znam się trochę na rynku wydawniczym i proszę mi uwierzyć, że można to zrobić o połowę taniej nie schodząc z papieru kredowego.

Trochę kreatywności panowie, to takie proste. To, że biuletyn zawsze tak wyglądał nie znaczy, że nie można go podać w bardziej atrakcyjny sposób.

Reasumując, mam apel i poradę na przyszłość do starosty Dariusza Ejcharta i burmistrza Michała Deptucha: podawanie informacji o wydarzeniach z życia powiatu i gminy to zadanie mediów i prasy, a biuletyn powinien być faktycznie kompendium wiedzy dla lokalnej społeczności, o tym, jak sprawnie i bezproblemowo funkcjonować w przestrzeni publicznej.

 

Adam Piotrowski

 

wykonanie: gardziejewski.pl