Euroobrazki zza miedzy

Niedziela 22 czerwca 2014

Bawią Was spoty wyborcze? Mnie owszem. Oczywiście mam na myśli reklamówki pokazywane w telewizji, bo te zamieszczane w prasie czy w Internecie są w zasadzie identyczne i różnią się jedynie uśmiechniętą – jakże sztucznie - głową, która wypełnia ¾ plakatu. W tych telewizyjnych najfajniejsze jest to, że jednego dnia jedna opcja oskarża drugą o złodziejstwo, korupcję czy nepotyzm, następnego jej ofiara odwdzięcza się tym samym, a pod koniec tygodnia eskalacja wzajemnego opluwania osiąga już pułap (i poziom) brazylijskiej telenoweli z domieszką kiepskich kryminałów lat 80. Komu znudzi się ta farsa, zawsze może zmienić kanał i popodziwiać spoty tych partii, które postawiły na pląsy czy huczne śpiewy w rytmach disco z pola. Oba te przypadki łączy jedno słowo: żenada.

Dlatego zniesmaczony tym powtarzającym się co kilka lat spektaklem postanowiłem przekroczyć granicę, by sprawdzić, jak kampania przedwyborcza przebiegała u naszych sąsiadów. I myliłby się ten, kto sądzi, że w odróżnieniu do naszych kandydatów ci zza Odry grają fair. Bo jeśli chodzi o wojnę plakatową, to nasi postawili raczej na dobrotliwe (aczkolwiek łowcze), kierowane z wielkich bilboardów spojrzenie, w stronę dużo mniejszych (prawie że maluczkich) wyborców. I tyle. W Niemczech nie zaobserwowałem ogromnych głów. Ich miejsce zajęły za to setki drobniejszych plakatów, gdzie nad postaciami przeważają hasła. I to jakie! Muszę przyznać, że jeśli nasi kandydaci będą nadal trzymać się zasady „zgnoić przeciwnika”, to wiele mogą nauczyć się od Niemców. No bo co jak co, ale gdyby w Polsce ktoś oblepił miasto plakatem, na którym wielkimi literami obraża się w rynsztokowy sposób głowę państwa, byłaby z tego afera jak cholera. Tymczasem pół Frankfurtu nad Odrą zalepiono wiadomością informującą, że Merkel jest… głupia („Merkel ist doof”). Dalej było jeszcze „Merkel ist dick” – Merkel jest gruba. Zero odniesienia do programu Angeli, zero komentarzy i innych haseł. Po prostu: głupia i gruba. Taką drogę do Brukseli obrali kandydaci z niejakiej Die-Partei.

Wybory w Niemczech nie mogą oczywiście odbyć się bez agresywnej kampanii NPD, czyli partii, która w swym programie zahacza o doktryny narodowo – socjalistyczne (delikatnie mówiąc). Wprawdzie w tym roku nie zaobserwowałem plakatów typu „Zatrzymać inwazję z Polski”, jakie pojawiły się w 2009 r., ale te dotyczące wyjścia ze strefy Euro i bezpieczeństwa przy granicy (nietrudno zgadnąć jakiej), już tak. W podobny ton uderzyli republikanie, którzy przy swoim logo umieścili zamaskowaną postać ze sloganem „powstrzymać przestępstwo przy granicy!” Cieszy jedynie fakt, że plakaty obu frakcji zostały zamazane farbą, zapewne przez niemieckich antyfaszystów. (To tłumaczy, dlaczego pozostałe plakaty NPD powieszono znacznie wyżej, niż inne). Republikanie postanowili też trochę zaszokować, prezentując plakat z kolorowymi tyłkami, pytając jednocześnie: „Jakiego d… wybierzesz następnym razem?” Komuniści natomiast wytoczyli ciężkie działa przeciwko europejskim bankom i koncernom.

W tym całym zawirowaniu szczególnie więc bawią plakaty jednego z pozapolitycznych ugrupowań, które głoszą utopijne hasła typu: „Emerytura od 45. życia”, „7.000 euro dla każdego”, 65 dni urlopu”, „Wolność od podatków”, „Trzydniowy tydzień pracy” czy wreszcie „Białe święta dla wszystkich”. I tym wesołym akcentem zakończmy wreszcie temat wyborów i powoli zaczynajmy myśleć o następnych. Pozostaje mieć nadzieję, że przy ich okazji również się pośmiejemy.

 

Wojciech Obremski

Redaktor naczelny

 

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij