Żniwa europoprawiaczy

Poniedziałek 19 maja 2014

- Boję się, boję się… - powtarzała jak mantrę 604 lata temu sienkiewiczowska Danuśka w „Krzyżakach”, której to, mówiąc delikatnie, los nie szczędził razów. Podobne „boję się” słychać było także znacznie później, bo w 2003 r., kiedy decydowaliśmy o tym, czy wejść w struktury Unii Europejskiej, czy też nie. Pamiętam tę kampanię, w której każda ze stron – przeciwników i zwolenników zaopatrzyła się w „ekspertów”, którzy radzili nam ze szklanego okienka, że warto, bo… lub nie warto, ponieważ…, itp. Mimo, że sondaże pokazywały wyraźnie, że większość jest „za”, to jednak najważniejszą ze spraw było to, czy do urn pójdzie ponad 50 proc. uprawnionych. Strach był, na szczęście udało się (zagłosowało prawie 59 proc.). Wtedy jednak do akcji wkroczyli eurosceptycy, którzy, działając już zresztą dużo wcześniej, rozpoczęli nagonkę przeciwko naszemu członkostwu w zjednoczonej Europie, wskazując jednocześnie na tych, którzy na tym „cyrografie” stracą najwięcej. Chodziło oczywiście o rolników, którzy, owszem, najwięcej, ale nie stracili lecz zyskali. Innych, podobnie kuriozalnych przykładów nawet nie warto przytaczać. Jednak podsycany przez przeciwników Unii strach i niepewność zagościły w sercach nawet tych, którzy bez wahania zaznaczyli „tak” na swej karcie do głosowania. Gdy dekadę temu, 1 maja o północy na słubickim moście uścisnęli sobie ręce ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec, przeciwnicy Unii wciąż kiwali głowami i szeptali: „to się nie może udać, wszyscy się na tym przejedziemy”. Cisza, jaka od jakiegoś czasu panuje z ich strony może być śmiałym dowodem na to, jak bardzo się mylili. Nie będę tu rozwodził się nad zaletami naszej akcesji do Europy, bo te zna każde dziecko, a i miejsca mamy zbyt mało na wymienienie wszystkiego, co zawdzięczamy Unii. No bo jak tu pisać o czymś, na co natykamy się codziennie, wokół nas?

Dziś, w przededniu wyborów do Europarlamentu, kolejnych, w których bierzemy udział, uaktywnili się może nie tyle europrzeciwnicy, co europoprawiacze. Europoprawiacze to tacy, którzy w skrytości pewnie i doceniają to, co przyniosła nam Unia w ostatniej dekadzie, ale publicznie wolą ją zgnoić, byle tylko… teraz uwaga: przepchnąć swoich kandydatów właśnie w owych wyborach! Przykład: ostatnio pan Ziobro wystąpił z filozoficznym wywodem, w którym stwierdził, że unia to nie tylko dobra ciotka, ale też miejsce, w którym toczy się nieustanna walka. Może właśnie dlatego forsuje do ław Europarlamentu Tomasza Adamka, który być może walczyć umie, ale, wnioskując z jego wypowiedzi, na ringu zwanym wspólną Europą może bardzo łatwo polec… Czy tylko on jeden? Cóż, wiele zależy od nas, stawiając krzyżyk przy odpowiednim nazwisku.

 

Wojciech Obremski

Redaktor naczelny

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij