„Zawsze mogę liczyć na wsparcie dobrych ludzi”

Wtorek 18 października 2016

- Jestem bardzo wdzięczna wszystkim, którzy pomagają mi i mojemu mężowi. Dzięki ciągłemu wsparciu mamy siłę, żeby nadal walczyć i wierzymy, że będzie lepiej – podkreśla Krystyna Mirecka, której mąż Jarosław Mirecki rok temu przeszedł rozległy udar.

Jarek to od wielu lat pasjonat wędkarstwa. Zawsze wesoły i uśmiechnięty, chętnie brał udział w pracach na rzecz Koła PZW nr 1 w Sulęcinie. W upalny letni dzień 17 lipca 2015 r. wraz z kolegami - wędkarzami „Jedynki” pojechał do Kołczyna, by pomóc przygotować kolejne zawody wędkarskie – Jeszcze zjadł z nami obiad, pożegnał się i obiecał, że szybko wróci do domu – opowiada pani Krystyna. Niestety, los napisał inny scenariusz. Gdy wyjmował coś z bagażnika samochodu nagle zemdlał i osunął się na ziemię. Pierwszej pomocy udzielili mu koledzy, którzy od razu wezwali też karetkę. Ostatecznie Jarek śmigłowcem trafił do szpitala w Gorzowie. Lekarze zdiagnozowali rozległy udar. – Nie dawali mu większych szans na przeżycie, ale Jarek się nie poddał – mówi K. Mirecka. Po kilku miesiącach pobytu w szpitalach wrócił do domu. - Nasze życie odwróciło się o 360 stopni. Jarek wymaga ciągłej opieki, przez 24 godziny na dobę. Doszło sporo nowych problemów. Nikt nigdy jednak nie odmówił mi pomocy, co więcej wiele osób przychodziło i nadal przychodzi sama, żeby w jakiś sposób nas wesprzeć – mówi pani Krystyna, która sama również jest schorowana. Swoje problemy odsuwa jednak na bok. Najbardziej cieszy się z postępów męża i z faktu, że dziś wreszcie może z nim wyjść na dwór. – Gdy robi się ciepło, ciężko wytrzymać w domu. Nie chciałam Jarka zostawiać samego, a zjechanie wózkiem inwalidzkim z wysokiego parteru było praktycznie niemożliwe – opowiada. Od czego jednak są dobrzy ludzie. Najpierw panie z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie pomogły przygotować wniosek na zakup schodołazu. Po zjechaniu ze schodów pojawiała się jednak inna bariera nie do pokonania dla ciężkiego specjalistycznego wózka – brak podjazdu z progu budynku i nierówne oraz nieutwardzone podwórko. – W czerwcu pojawiło się kilku kolegów Jarka z zarządu Koła PZW nr 1. Oni wszystko zorganizowali. Gmina przekazała kostkę polbrukową, ktoś inny zorganizował piach ze żwirowni i inne potrzebne materiały – relacjonuje. Projekt podjazdu do budynku i chodnika przygotował nieodpłatnie Ryszard Kamfonik. Wreszcie któregoś pięknego dnia pojawiła się grupa wędkarzy, którzy swój czas wolny nie spędzili nad wodą, tylko poświęcili na wykonanie pięknego i bezpiecznego podjazdu oraz chodnika. – Jestem taka szczęśliwa, że możemy teraz wyjść z Jarkiem na świeże powietrze. Trudno mi wyrazić moją wdzięczność, za tą ogromną pomoc i pracę wszystkich dobrych ludzi – mówi ze łzami w oczach Krystyna Mirecka. Jak podkreśla, to zaangażowanie i bezinteresowna pomoc tylu osób daje jej siłę do dalszej walki o poprawę zdrowia Jarka Mireckiego.

Adam Piotrowski

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij